Dla mężczyzn z pasją

Sebastian Kawa

Wiosenne wyścigi na Żarze
W pierwszej dekadzie maja rozegrano na Żarze, pod patronatem Euroregionu Beskidy, IV Międzynarodowe Mistrzostwa Polski w Wyścigach Szybowcowych. Sebastian znów nie okazał się gościnnością i nie ustąpił gościom najwyższego miejsca na podium.

W naszym klimacie szybko kręci się kalejdoskop pogody, toteż byliśmy pełni obaw czy nie powtórzy się potopowy scenariusz z ubiegłego roku, w których tylko Sebastian Kawa zdołał oblecieć dwie konkurencje,więc nie rozegrano zawodów. Początkowo zapowiadało się podobnie. Ulewy oraz opady śniegu podczas dni poprzedzających konkurs trzymały uskrzydloną brać na ziemi, ale w dniu otwarcia majowe słoneczko przebiło się rankiem przez burą otulinę mgieł wypełniającą dolinę Soły i niemal natychmiast szczyty okolicznych gór otuliły się puszystymi kołnierzami lśniących cumulusów, które z biegiem dnia uciekały ku większym wysokościom. Chociaż woda głośno chlupała pod butami, w radosnym gwarze i nastroju wytoczono na zielony kobierzec lotniska lśniące bielą szybowce a około południa rozpoczęto holowanie do konkurencji.

Cienka czerwona linia
Na lotniskach dominuje zwykle radosny gwar. Wąska jest jednak w lotnictwie przestrzeń między radością a tragedią. Rwące strumienie pierwszych kominów termicznych zabierały z nasiąkniętej ziemi wiele wilgoci , toteż wypiętrzone chmury rozlewały się szeroko pod inwersją i zacieniały spore obszary ziemi. Spowodowało to chwilowy zanik wznoszeń w okolicach lotniska, oraz stworzyło problemy startującym w tym momencie pilotom. Nagle wszystkich uczestników zawodów poraziła informacja: -Jakiś Jantar wpadł do lasu na zboczach Czupla ! Na długo zamarły nasze serca a stress poraził nogi. Każdy zdawał sobie sprawę z tego jakie konsekwencje niesie zderzenia z ziemią przy prędkości ponad 100 km/godz. Pilot holujący wypatrzył z samolotu szczątki szybowca wśród strzelistych świerków i naprowadzał przez radio ekipę kolegów z lotniska, oraz zespół ratunkowy miejscowej Straży Pożarnej. Każdego nurtowało pytanie :- Kto to ? Czy żyje ? Miejsce wypadku było wysoko, toteż długo czekaliśmy targani emocjami na moment w który przekazano nam informację , że szybowiec jest całkowicie zniszczony, ale pilot żywy. Zniesiono go z góry i odwieziono do szpitala. Na szczęście Anioł Stróż pilota był bardzo czujny i oszczędził mu poważniejszych następstw wypadku.

Wyścigi
Natomiast aura ciągle bawiła się kalejdoskopem. Jednak mimo jej kaprysów, podczas ośmiu dni zawodów, tylko jeden raz nie otwarto hangarów. Początkowo królowała zima. Niebo szczelnie wypełniały ciemne chmury z brodami śniegu ścielącego się po okolicznych wzniesieniach. Piloci, choć ubierali się jak Czkałow na biegunie, szczękali z zimna zębami i podczas lotów wypatrywali prześwitów w zwartej powłoce chmur. Wystarczała bowiem krótka operacja słońca, aby w zimnym powietrzu mógł się uformować wędrujący ku niebu bąbel nagrzanego powietrza. Pod takim ponurym nieboskłonem zdołano rozegrać dwa emocjonujące wyścigi nad Fatrą i Tatrami. Gdy frontowe chmury odpłynęły do innych krain, zachwyciła nas swym pięknem wiosna. Latano codziennie. Niebo wabiło kolorem szafiru, a na ziemi odcieniami szmaragdu mieniła się wiosenna roślinność. Nad Beskidami nie uświadczyłeś żadnej chmurki. Lot w takich warunkach zachwyca, lecz wyścig już nie jest prosty, bo przy braku chmurek sygnalizujących wznoszenia jest swoistą zabawą w ciuciubabkę, z groźbą niespodziewanego lądowania, a to w górach trudne i  niezbyt miłe wydarzenie, choć przykre okoliczności łagodzą czasem życzliwi mieszkańcy gór. Zdarzyło się raz Sebastianowi takie przymusowe lądowanie Beskidzie Morawskim podczas burzy. Osiadł szczęśliwie na błotnistym polu i z powodu ulewy nie wychodził z szybowca. Nagle ktoś zapukał w zaparowane plexi. Gdy Sebastian uchylił osłonę kabiny, do wnętrza wsunęła się kosmata łapa ...z butelką złocistego. W ten pełen poświęcenia czeski sympatyk lotnictwa wyraził swoje uznanie dla kunsztu pilota. Inne zdarzenie miało miejsce podczas tegorocznych mistrzostw. Debiutujący w zawodach pilot wylądował wśród gór w okolicach Czadcy. Nasza ekipa z wózkiem transportowym odnalazła szybowiec, ale po pilocie ani śladu. Zaczęto już snuć różne domysły, gdy wreszcie odszukano zawodnika. Nie zgłaszal się przez radiostację i nie odbierał telefonów, bo pod troskliwą opieką miejscowych gazdów oceniał jakość gorących jeszcze wyrobów wędliniarskich i bardziej rozrywkowych miejscowych specjałów. I jak tu nie kochać naszych braci z południa. W kolejne dni aura zafundowała uczestnikom wichurę rwącą na strzępy wznoszenia termiczne, ale była za to możliwość latania na fali i sympatyczne doświadczenia z lataniem w obszarze konwergencji. Zdarzył się też jeden takich dni podczas których na równinach nawet ptaki chodzą na piechotę, ale mimo to piloci rozegrali wyścig z wykorzystując tylko prądy zboczowe powstających na nawietrznych zboczach gór. Gdy wiatr jest silny nie stanowi to trudności, ale w tym dniu bogowie wiatrów wypoczywali a tylko kapryśny zefirek ledwo utrzymywał szybowce u podnóża gór. Nic to przyjemnego, gdy tuż pod brzuchem szybowca przewijają się zdradliwe jary i wykroty a z góry zaglądają do kabiny okoliczne szczyty, oraz wierzchołki drzew. Mocna próba nerwów . Jednak latanie w tak trudnych i różnorodnych warunkach daje pilotom sporą ilość mocnych wrażeń i jest kapitalna szkołą latania zawodniczego.

Przez Żar na szczyty świata
Szybownicy latają nad Żarem już 75 lat. Przez te trzy ćwierćwiecza na szczycie tej niewielkiej góry koło Bielska rozbrzmiewał gwar rozradowanej młodzieży, z egzaltacją przeżywającej swe loty. Latało nad tu tysiące polskich pilotów, ale mieliśmy i miewamy gości z niemal wszystkich zakątków świata. Z krajów europejskich, USA, Kanady a nawet odległej Australii, Wenezueli, Chin i Japonii. Przybywali dla doskonalenia swych umiejętności lotniczych, dla uroków latania w pięknym pejzażu , a także dla możliwości ścigania się w  trudnych, lecz urozmaiconych górskich warunkach. Latanie na Żarze otwiera pilotom drogę do najatrakcyjniejszych miejsc na świecie, gdyż oswojenie się ze zjawiskami występującymi w Beskidach i Tatrach pozwala na to, iż bez przerażenia można wystartować do lotu w Alpach, Pirenejach, Andach i innych miejscach, których samo brzmienie wywołuje u pilota dreszczyk emocji. Mistrzostwa rozgrywane na Żarze są jedynymi polskimi zawodami szybowcowymi, których przebieg można śledzić na bieżąco, w dowolnym cywilizowanym miejscu na świecie, za pomocą komputerowego obrazowania lotów.

Tomasz Kawa


Galeria

O podróżniku

Sebastian Kawa

Sebastian Kawa

mistrz świata w szybownictwie

więcej »

Zobacz także