Mocne wejście
Duże, kwietniowe, zawody
FCC Gliding na Słowacji rozpoczęły tegoroczny sezon rywalizacji
szybowników europejskich. Efektowny sukces odniósł w nich
Sebastian, który wygrał 6 spośród 9 konkurencji i
prowadząc od pierwszego dnia zdruzgotał konkurentów.
Słowacki fenomen
Po spowodowanej
ambicjami polityków secesji od Czech, ostały się Słowakom góry
i owce ,oraz sporą ilość upadłych zakładów
ukierunkowanych na wycinkową produkcję dla przemysłu
zbrojeniowego i ciężkiego Wielkiego Brata. Gdy ludzi
gnębią troski, muzy też się mają źle, więc na większości
słowackich hangarów zawisły kłódki. Ale ten kraj wabi pięknem
swych gór i dobrym klimatem, toteż szanse dla siebie szybko
odnaleźli lotnicy. Oferując atrakcyjne latanie, wzorową
organizację lotów, otwartość i życzliwość sprawili,że
po otwarciu granic Słowacja stała się jednym z wiodących
centrów światowego szybownictwa a organizowane tu imprezy
szybowcowe biją rekordy frekwencji.
Kwiecień plecień
W naszym klimacie kwietniowe kaprysy aury nie są rzadkością,
więc piloci i organizatorzy musieli często walczyć
z wściekłym atakami Królowej Śniegu. W pierwszym dniu
zawodów wiatr zdejmował dachy i trzebił lasy
w Karpatach. Miał więc kierownik sportowy niezły dylemat ,
czy zaprosić uczestników na start. Jednak przed południem
huragan utracił na tyle impetu, iż postanowiono "spuścić
charty". Warunki były trudne, gdyż gnane z Arktyki chmury
rzadko tworzyły luki ,przez które słońce mogło podrzucić na
ziemię energię konieczną dla wzbudzania noszeń termicznych,
a huragan sprawiał dużo kłopotów i posadził wielu
pilotów w polu. Ponieważ trasa była stosunkowo krótka,
Sebastian cierpliwie wyczekał aż odleci większość rywali
i wykorzystując swoje duże doświadczenie, bez uciążliwego
towarzystwa, śmigał po koszulkę lidera pośród szczytów
gór.
W następnym dniu znów dął lodowaty wiatr, ale było więcej luk
wśród chmur i pogoda kusiła lotników do różnych zabaw
wśród łańcuchów gór. Można było próbować lotu
w rotorach, na fali , w prądach zboczowych a także
na klasycznej termice . Jednak Europa to nie Patagonia ani Andy
z niemal absolutną wolnością lotów, więc ograniczenia
wysokości krępowały tych którzy chcieli nad chmurami szukać
drogi do zwycięstwa. Wspomina Sebastian.
Ponieważ wiało 60 km/h , a powyżej inwersji
o wiele mocniej, więc było pewne, że nad chmurami powstają
silne zafalowania powietrza. Niestety Slovacka Armada uparła się,
aby w tym roku ograniczyć nam wysokość do 8000 stóp, co
daje 2438m. Ach, ci piloci wojskowi! Mogli by sobie wreszcie
sprawić porządne aparaty tlenowe i latać wyżej... Takie
ograniczenie wysokości nie pozwalało komfortowo utrzymywać się
na nieregularnej , skośnie ułożonej do gór, fali. Natomiast pod
inwersją wiatr porywał wznoszenia powstające na rotorach
i w ogniskach termicznych . Zdarzały się
rozległe,wywołujące ból głowy, obszary w których wiatr
burzył wszelki porządek i rozwiewał wznoszenia, albo
rozległe śniegowe chmury tłumiły wznoszenia. Nie można też
było liczyć na prądy zboczowe, bo ten powstawały tylko na
poprzecznych żebrach łańcuchów górskich. Warunki były tak
trudne, że wielu pilotów poddało się w połowie trasy.
Mój lot zaczął się cierpliwym zdobywaniem wysokości
w poszarpanych kominach. Po jakimś czasie, nad rozległym
grzbietem Vtacznika osiągnąłem podstawę dorodnego Cu i w
chwilę potem znalazłem się na wspaniałej fali , fundującej
wznoszenie 6m/s. Radość była jednak krótka , bo szybko
osiągnąłem granicę dozwolonej wysokości a chmury
sięgające wyżej ograniczały dodatkowo pole manewru . Mimo to
zaczęła się jazda z prędkościami ponad 200km/h. Po
południu znów wcisnęły się nad Polskę i Słowację
śniegowe chmury, ale mimo to osiągnęliśmy średnie prędkości
nieosiągalne dla samochodów rajdowych. Jednak aż 1/3 zawodników
przegrało zapasy z wiatrem i ratowało się lądowaniem
na polach.
Wygrała zima
i na cztery dni uziemiła nawet ptaki. Z takiej przerwy
w lataniu ucieszyły się towarzysząca mi rodzina. Ola
i Marta z zapamiętaniem poszukiwały księżniczek
i duchów, w pięknych komnatach bojnickiego zamku,
zachwycać się popisami sokolników, podpatrywać zwierzęta
w ZOO. Dobrego relaksu użyczały pobliskie kąpieliska
termalne , a także mądrze zaprojektowana droga
w pobliżu lotniska, której pobocza pełnia rolę
atrakcyjnego corso i wygodnego toru dla licznych amatorów
jazdy na rolkach, oraz rowerach. Karpaty dość skutecznie chronią
naszych sąsiadów. Śnieg i sporo deszczu zostaje na
szczytach a dalej na południe dociera już nieco przesuszone
powietrze, w którym pojawiają się cumulusy. Jednak ten
parawan gór nie jest jednak wysoki, toteż pogoda bywa zdradliwa.
Wczoraj task seter uległ optymizmowi - mówi Sebastian-
i wysłał nas na 3- godzinny AAT tj. wyścig z limitem
czasu trzech godzin , w obszarze ograniczonym kołami
w których można dowolnie wybierać punkt zwrotny trasy.
Trasę wyznaczono jednak w zbyt małym rejonie jak na tak
długi limit czasu i zmienną pogodę. Jeśli
w jakiejkolwiek okolicy popsuje się pogoda i nie pozwoli
daleko wlecieć w okręg nawrotów, zaczynają się problemy,
bo w pozostałym obszarze nie zdoła się tak rozplanować
trasy , aby w pełni wykorzystać pozostały limit czasu.
I tak się stało. Podczas lotu na północ już koło Martina
przywitała nas burza śnieżna , która pobieliła Beskidy.
Szczyty Małej Fatry zniknęły w chmurach i śnieżycy,
toteż trzeba było zawracać zaraz po osiągnięciu kręgu
nawrotów, choć teoretycznie mogliśmy lecieć aż do Polski.
Z kolei nad Dunajem, rozścieliła się gruba warstwa ciemnego
stratusa układającego równiutko śnieg na polach Węgier i
ta zapora śnieżących, chmur także nie dawała żadnych szans na
rozwój wznoszeń i wydłużenie lotu. Doleciałem więc do
miejsca z którego lotem ślizgowym miałem jeszcze
możliwość powrotu do lotniska w Nitrze i
zawróciłem. Na szczęście chmury śniegowe nie zdołały jeszcze
odciąć mi powrotu a nasłoneczniona ziemia dawała piękne
wznoszenia ,lecz zbywającego czasu nie było już gdzie zamienić
na dystans. Osiągnąłem metę 20 minut przed upływem limitu
czasu ,co negatywnie wpłynęło na średnią prędkość liczoną
od wyznaczonego minimum trwania wyścigu, ale podobnie problemy
mieli także inni zawodnicy.
Jare słońce
wysuszyło w końcu powietrze nad Słowacją i rozpaliło
ambicje organizatorów. Wypędzili oni pilotów w nasze
Beskidy na trasę 600 km. Jednak nasza kraina przywitała gości
bardzo chłodno, bo resztkami arktycznego frontu ,który już
w obszarze przygranicznym strącił na ziemię sporą
gromadkę lotników, a potem wśliznął się nad ziemie
naszych południowych braci, psując szyki zawodnikom. Sebastiana
,zgodnie z naszymi wyliczeniami zameldował się nad rodzinną
strzechą punktualnie, niczym "Błękitny Ekspres", zjawił się
nad nami prowadząc za sobą powietrzną armadę. Zdołał sprawnie
zameldować się nad Skrzycznem przykrytym już chmurami
rozpadającego się frontu i poleciał po kolejne zwycięstwo.
Ci którzy się spóźnili mieli już więcej kłopotów, bo
musieli szukać drogi wśród strug deszczu i śniegu. Mimo
tej przykrej niespodzianki ponad połowa pilotów dotarła do mety
. Podczas kolejnych dni dominowała już wiosna, fundując
zawodnikom piękne latanie nad Tatrami, Fatrą
i Matrą.W lipcu będą na Słowacji rozgrywane
szybowcowe mistrzostwa Europy.
Tomasz Kawa
Klasa 15-metrowa -23 zawodników
1. Sebastian Kawa Polska 8411 pkt
2. Jan Pavlík Czechy 7609 pkt
3. Jan Louda Czechy 7210 pkt
13.Joanna Biedermann Polska 6176 pkt
Klasa otwarta - 26 zawodników
1. Pavel Louzecky Czechy 8214
2. Marek Szumski Polska 7536
3. Petr Krejcirik Czechy 7414
4. Mirosław Wysocki Polska 7145
8. Zdzisław Bednarczuk Polska 6707
9. Krzysztof Łuniewski Polska 6607
11.Paweł Frąckowiak Polska 6407
13.Adam Czeladzki Polska 5951
22. Tomasz Chudoment Polska 3317
25. Dariusz Czech Polska 2658
Klasa Club - 36 zawodników
1. Gerrard G. Dale W.Brytania 8189pkt
2. Ferenc Tamas Wegry 7929
3. Roman Mracek Czechy 7912
14. Marek Biały Polska 6081
16. Tomasz Smolski 5885
21. Piotr Ligwiński 5115
23. Karol Pawlicki 4656
26. Marek Herbreder 4374
29. Andrzej Szczerba 3440
30. Jerzy Rucz 3288
31. Wojciech Izdebski 3256
32. Jerzy Mikołajczyk 3070
34. Michał Popławski 2136
35. Ryszard Bendkowski 1073