Obawialiśmy się tych mistrzostw. Sebastian , który od kilku lat jest niekwestionowanym światowym liderem pilotów szybowcowych, ma bardzo trudna sytuację podczas zawodów, bo polują na niego wszyscy, a szybownictwo ma zbyt wiele elementów, aby talent i perfekcyjne przygotowanie gwarantowały powtórzenie sukcesów.
Głównym atutem naszego mistrza jest odwaga i wyjątkowa umiejętność latania w górach.
Tymczasem potwierdziło się powiedzenie, iż jeśli chcesz nawodnić pustynię, to zorganizuj tam wielkie zawody szybowcowe. Przez cały lipiec Europa i Słowacja tonęły w wodzie a góry skryte były w gęstych chmurach. Dzień w dzień znad Morza Śródziemnego i Czarnego wędrowały ku północy potężne kłęby przesyconych wodą chmur, które nad kontynentem szybko przekształcały się w burze, które wzmacniając się na górach wypełniały ich przestrzeń kataklizmem wodnym, od szczytów po rwące potoki.
Nie odpowiadała nam taka pogoda, bo jej zmiany są nieprzewidywalne i rośnie wtedy rola przypadku i zbyt wiele zależy od szczęścia i uniemożliwiała wykonywanie lotów w górach, w których Sebastian czuje się najlepiej, bo dają one wiele alternatyw dla realizacji lotu i łatwiej zgubić konkurentów a rasowy zawodnik skuteczniej może wykorzystać swoje walory. Tymczasem z powodu wlokących się po ziemi chmur, ani razu nie udało się polecieć poza choćby za najbliższy lotniska grzbiet górski, a marzyły się nam loty nad górami Matra,Fatra, Tatra. Z powodu beznadziejnej i kapryśnej pogody wyznaczano krótkie konkurencje a w takich każda chwila lotu lidera, każdy jego ruch i zagrywka taktyczna, jest pod pełną kontrolą konkurentów. Pole manewrów jest więc mocno ograniczone, a z kolei najmniejszy błąd może spowodować straty nie do odrobienia. Mimo to los sprzyjał nadal Sebastianowi i przy dziarskich dźwiękach Mazurka Dąbrowskiego raz 11 - ty zawieszano na jego szyi złoty medal. Żaden pilot w świecie nie może poszczycić się takim dorobkiem.