Dla mężczyzn z pasją

Marcin Gienieczko


25 sierpnia 2010

Firma przygotowała specjalną konstrukcję żeby łódka się zmieściła do kontenera. Jest wstawiona pod kątem. Dostałem informację, że celnicy odprawili łódź bez żadnych uwag.
Tak mi przekazał Jim Furugia, agent celny wynajęty przez Bogusława Stańczyka. Jednak prawdopodobnie cały kontener  będzie musiał przejść kolejne prześwietlenie z powodu dodatkowego ładunku. Łódka bowiem zawiera jeszcze dwa kartony, min. z żywnością liofilizowaną firmy. Zabieram tę żywność na wyprawy od 15 lat. Są to najlepsze produkty dla mojego organizmu i nie jest to tylko marketing, ale przekonałem się już o tym niejednokrotnie, czy to płynąc przez 3 miesiące Jukonem czy Mackenzie.
Nie wyobrażam sobie wyprawy bez bigosu w proszku czy indyka w sosie cytrynowym. W trakcie przygotowań zakupiłem tutejszą żywność i niestety nie sprawdziła się zupełnie, wszystko rozdałem Aborygenom.
W trakcie pobytu rozmawiałem z człowiekiem, który ma dokonać przeróbek w  mojej łódce. Musze coś zrobić z tylnym lukiem, ponieważ koledzy z Australii, którzy pływali na podobnej konstrukcji doradzili mi, żebym jednak go przerobił, bo fala mi go rozszczelni. Muszę zrobić zaparcie do nóg przy wiosłowaniu. Czekam na informację dotyczącą specjalnych dulek i kolejnych wioseł. W tym przypadku wzoruję się na łódkach wiosłowych, które przepływały Atlantyk.
Justin odradza mi płynięcie tą łódką przez Cieśninę Bassa, gdyż jest za wolna jak stwierdził (na podstawie moich wyliczeń i treningowego rejsu z Jastarni do Gdyni-20 km w 10 godzin). Powiedział, że panują tam tak silne prądy, że łódka będzie płynęła z prądem i oddalała się od pierwszej wyspy. Porządnie tym mnie przeraził. Ale słucham i staram się myśleć pozytywnie i z rozsądkiem.
Razem z Danuta Miszczuk i jej mężem jeździliśmy po Sydney szukając idealnego miejsca na zwodowanie łódki. Sydney posiada mnóstwo zatok. To doskonałe miejsce na uprawianie sportów wodnych. Nie dziwię się, że Mateusz Kusznierewicz przed olimpiadą w Sydney trenował tutaj kilka miesięcy przygotowując się do Igrzysk Olimpijskich. Mam więc nadzieję, że uda mi się pokonać urzędową procedurę i wkrótce odbiorę łódkę a także zdołam ją zwodować.
Najgorsze jest czekanie, siedzenie bez akcji dla mnie to jest udręka, bo nie jestem człowiekiem zbyt cierpliwym. Niestety w tym przypadku muszę cierpliwie czekać, bo nie mam na to wpływu, walka z tutejszymi urzędami pogorszy tylko relacje.
Korzystając z okazji chciałbym zaprosić wszystkich na największy światowy festiwal podróżniczy - Explorer Festival do Łodzi. Będę tam miał okazję zaprezentować australijską ekspedycję- zmagania z Pustynią Gibsona(opisuję je na mojej stronie) oraz przeprawę rowerem przez Australię z Darwin do Adelaide. Przedstawię również pokonanie Sahary na odcinku Timbuktu - Taudeni; 750 km przez Mali - ostatnia wielkaromantyczna podróż na ziemi z solną karawaną. W Łodzi po raz pierwszy chce też zaprezentować swoją wystawę fotograficzną, która od 1 października będzie jeździć po Polsce. Wystawa nosi tytuł "W poszukiwaniu przygody"
Niemniej jednak chciałbym wszystkim już teraz podziękować za doping i wsparcie w trakcie przeprawy przez Australię. Wiem jedno - Australia pozwoliła mi wiele zrozumieć. Np. to, że ze bardziej kocham Północ i po tym projekcie wiem, że ponownie wracam na Północ i tam chce spędzić resztę życia w eksploracji. Wiem, wiem...już raz to pisałem, ale jak to moja żona mi powiedziała, musiałem przemierzyć tyle kilometrów i pokonać tyle piachu żeby stwierdzić, że śnieg mi lepiej służy...Dotarło to do mnie ostatecznie po przeprawie przez Australię, choć miałem już takie przemyślenia w słońcu Sahary, kiedy temperatura sięgała plus 47 stopni.
Może to i dobrze, bo każdy podróżnik musi mieć takie miejsce, które najbardziej kocha i daje mu poczucie, że jest jego częścią. Gdzie jest chemia miedzy podróżnikiem a drogą...
Australia jest piękna, ale nie tak dzika jak Północ i może w tym tkwi dla mnie przewaga Północy nad Południem. Tam gdzie Południe, tam więcej słońca, a gdzie więcej słońca tam miękka ziemia, a gdzie miękka ziemia, tam więcej ludzi. Północ jest inna. Niemniej jednak Australia to wielkie przestrzenie. Można przemierzać pustynie i widzieć kangury, ale można też zobaczyć legendarny szlak Canninga, gdzie niby dzika przestrzeń, a samochody w sezonie można spotkać dość często. Na szlaku Północy -  odpowiednik Canninga - Canol Trail, nie ma takiej możliwości. Australia to też najbardziej "jadowity" kraj świata i tym sie różni od innych miejsc na ziemi, że to tu znajdziemy najbardziej groźne i niebezpieczne dla człowieka gatunki węzy, pająków, z którymi spotkanie może okazać się naszym ostatnim. Na szczęście w trakcie tej wyprawy spotkałem tylko jednego węża.
Oczywiście nie można porównać oceanu do samego kontynentu. Ocean to inna  przygoda, inne doznania, inny strach. Ostatnio kolo Perth rekin  >  > zaatakował człowieka.
Dla surfera spotkanie to skończyło się tragicznie. Surferzy są myleni przez rekiny z fokami, stąd tyle ataków. Jest to "Great White Shark", rekin ludojad, który wyczuwa jedną kroplę krwi w 90 litrach wody! Wystarczy zadrapanie i jest prawie na zawołanie. Ma węch niczym grizzly na Północy, tylko ten nie napada gdy poczuje krew, lecz gdy zagrożone jest jego życie.
W Sydney panuje obecnie pora zimowa, są ogromne sztormy. Ostatnio fale miały wysokość 10 metrów. To naprawdę przerażający widok.
Jest jeszcze dużo rzeczy do zrobienia przed tym ostatnim etapem, muszę zgromadzić dodatkowy budżet, przerobić łódź no i czekać na pogodę analizując trasę. Mam nadzieję, że z wszystkim sie uporam.
Chciałbym podziękować wszystkim za pomoc w trakcie tych etapów, za  >  > wsparcie i doping.
Pozdrawiam wszystkich
Marcin Gienieczko


Lokalizacja


Galeria

O podróżniku


Zobacz także