Dla mężczyzn z pasją

Sebastian Kawa

Nic dziwnego, że w góry ściągnęły tłumy spacerowiczów i szukających zupełnie innych emocji szybowników, bowiem to co wielu kojarzy się z jesienną szarugą jest doskonała okazją do odwiedzenia gór pieszo i na własnych skrzydłach. Gdy wieje halny, nad górami pojawiają się fale, zaznaczone na błękicie smukłymi liniami soczewkowatych chmur a lotnisko staje się kopalnią diamentów, bowiem wysokie loty w takich warunkach są premiowane szlachetnym kamieniem doklejanym do odznaki szybowcowej. Żar jeszcze nie przyodział się w swoją strojną czerwoną, jesienną szatę, jedynie gdzieniegdzie przebijają rdzawe kolory buków ale już opadłe brązowe liście w piątek i sobotę zawirowały w ciepłych podmuchach z południa przed frontem atmosferycznym i dziesiątki szybowców wystartowały w powietrze. Latanie na fali nie należy do łatwych zadań. Wymaga umiejętności lotu za miotanym podmuchami samolotem holującym, latania blisko nad zboczami gór gdzie łatwo w turbulencji utracić wysokość i nieoczekiwanie wylądować na wierzchołkach świerków. Wreszcie silny wiatr powyżej szczytów wywraca do góry nogami nawyki szybowników, którzy zamiast krążyć w prądach wznoszących muszą wisieć niemal nieruchomo w miejscu jak mewy nad falochronem.  Powyżej 4000m ciśnienie powietrza jest o tyle niższe, że trzeba wzbogacić je o tlen by nie stracić przytomności i sprawnie rozwiązywać zadania związane z lataniem na szybowcu. Wreszcie latając powyżej chmur ,  w razie zamknięcia się prześwitów pod spodem trzeba przebijać się bez widoczności i do czego niezbędna jest umiejętność latania według przyrządów.
Nie wszyscy jednak muszą w taki dzień latać wysoko i daleko. Większości mniej doświadczonych pilotów wystarcza wielogodzinne zwiedzanie okolicy tuż nad ziemią na regularnym wznoszeniu żaglowym w pobliżu Żaru i wypady do pobliskich dolin do turbulentnych rotorów. W rotorach, zawirowaniach po zawietrznej gór, łatwo stracić wysokość i wylądować w polu, których na szczęście w rejonie Lipowej i Buczkowic jest sporo. Jeśli ktoś ma więcej doświadczenia, cierpliwości lub lepszy szybowiec, łatwiej przebije się do wznoszenia falowego a to wynagrodzone zostaje spokojnym lotem wysoko w promieniach słońca.
Piątek wynagrodził cierpliwość trzech pilotów lotem powyżej 6000m co pozwoliło im zdobyć warunek "przewyższenia 5000m"  do diamentowej odznaki szybowcowej. Ja nie miałem tlenu a komplet diamentów zdobyłem 15 lat temu, więc zadowoliłem się zwiedzaniem okolicy na wysokości poniżej 4000m, ale dysponując dobrym szybowcem kadrowym mogłem pokonać na fali trasy, których nikt jeszcze w takich warunkach nie próbował. Udało mi się odwiedzić słowacką Małą Fatrę, Tatry i wszystkie masywy Beskidów.  380Km w locie na fali to na Żarze ewenement. W sobotę fala była dużo trudniejsza do zdobycia, słabnący z wysokością wiatr nie dawał rewelacyjnych wznoszeń ale i tak udało mi się wznieść ponad chmury i odwiedzić te same rejony co poprzedniego dnia. Odległość nie jest imponująca jak na współczesne szybownictwo, ale rejon w którym latamy przez długie lata był niedostępny, bo nie można było przekraczać swobodnie granic państw na szybowcach a z drugiej strony obie trasy były po trójkącie co trudno wykonać na fali.  Pasmo wznoszeń zwykle układa się wzdłuż gór i umożliwia jedynie na loty tam i z powrotem.  W ten sposób w Karkonoszach wykonano już przeloty ponad 1000km.
Dawno temu, gdy Szkoła Szybowcowa Żar rozwijała się bardzo intensywnie planowano takie wyczyny również na tym lotnisku. Na słabszych szybowcach było to trudne do wykonania, ale myślało się nawet o przelocie na fali w Bieszczady, o nocowaniu w tamtym rejonie na bezpiecznym żaglu, przy zboczu góry, a następnie o powrocie daleko na zachód w Karkonosze. Ale potem na długie lata o nich zapomniano. W tej chwili większość lotów falowych ogranicza się do zdobywania wysokości w okolicy lotniska a na przeloty na fali lata się rzadko i raczej w innych miejscach. Nadal wyzwaniem pozostaje przelot który połączył by dwa ośrodki falowe, na Żarze i w Jeleniej Górze. Jest to trudne do wykonania, ze względu na przestrzeń kontrolowaną zarezerwowaną dla samolotów liniowych latających do Katowic i Ostrawy ale ze względów czysto lotniczych na współczesnych szybowcach do wykonania.
Jak to bywa po halnym w tej chwili pada deszcz, ale mam nadzieję, że na dwa dni znowu kolejny niż i silny wiatr uniesie "patyki" wysoko nad chmury. 

Sebastian Kawa


Lokalizacja


Galeria

O podróżniku

Sebastian Kawa

Sebastian Kawa

mistrz świata w szybownictwie

więcej »

Zobacz także