Nic dziwnego, że w góry ściągnęły tłumy spacerowiczów i
szukających zupełnie innych emocji szybowników, bowiem to co
wielu kojarzy się z jesienną szarugą jest doskonała okazją do
odwiedzenia gór pieszo i na własnych skrzydłach. Gdy wieje
halny, nad górami pojawiają się fale, zaznaczone na błękicie
smukłymi liniami soczewkowatych chmur a lotnisko staje się
kopalnią diamentów, bowiem wysokie loty w takich warunkach są
premiowane szlachetnym kamieniem doklejanym do odznaki szybowcowej.
Żar jeszcze nie przyodział się w swoją strojną czerwoną,
jesienną szatę, jedynie gdzieniegdzie przebijają rdzawe kolory
buków ale już opadłe brązowe liście w piątek i sobotę
zawirowały w ciepłych podmuchach z południa przed frontem
atmosferycznym i dziesiątki szybowców wystartowały w powietrze.
Latanie na fali nie należy do łatwych zadań. Wymaga
umiejętności lotu za miotanym podmuchami samolotem holującym,
latania blisko nad zboczami gór gdzie łatwo w turbulencji
utracić wysokość i nieoczekiwanie wylądować na wierzchołkach
świerków. Wreszcie silny wiatr powyżej szczytów wywraca do
góry nogami nawyki szybowników, którzy zamiast krążyć w
prądach wznoszących muszą wisieć niemal nieruchomo w miejscu
jak mewy nad falochronem. Powyżej 4000m ciśnienie powietrza
jest o tyle niższe, że trzeba wzbogacić je o tlen by nie
stracić przytomności i sprawnie rozwiązywać zadania związane z
lataniem na szybowcu. Wreszcie latając powyżej chmur , w
razie zamknięcia się prześwitów pod spodem trzeba przebijać
się bez widoczności i do czego niezbędna jest umiejętność
latania według przyrządów.
Nie wszyscy jednak muszą w taki dzień latać wysoko i daleko.
Większości mniej doświadczonych pilotów wystarcza wielogodzinne
zwiedzanie okolicy tuż nad ziemią na regularnym wznoszeniu
żaglowym w pobliżu Żaru i wypady do pobliskich dolin do
turbulentnych rotorów. W rotorach, zawirowaniach po zawietrznej
gór, łatwo stracić wysokość i wylądować w polu, których na
szczęście w rejonie Lipowej i Buczkowic jest sporo. Jeśli ktoś
ma więcej doświadczenia, cierpliwości lub lepszy szybowiec,
łatwiej przebije się do wznoszenia falowego a to wynagrodzone
zostaje spokojnym lotem wysoko w promieniach słońca.
Piątek wynagrodził cierpliwość trzech pilotów lotem powyżej
6000m co pozwoliło im zdobyć warunek "przewyższenia 5000m"
do diamentowej odznaki szybowcowej. Ja nie miałem tlenu a komplet
diamentów zdobyłem 15 lat temu, więc zadowoliłem się
zwiedzaniem okolicy na wysokości poniżej 4000m, ale dysponując
dobrym szybowcem kadrowym mogłem pokonać na fali trasy, których
nikt jeszcze w takich warunkach nie próbował. Udało mi się
odwiedzić słowacką Małą Fatrę, Tatry i wszystkie masywy
Beskidów. 380Km w locie na fali to na Żarze ewenement. W
sobotę fala była dużo trudniejsza do zdobycia, słabnący z
wysokością wiatr nie dawał rewelacyjnych wznoszeń ale i tak
udało mi się wznieść ponad chmury i odwiedzić te same rejony
co poprzedniego dnia. Odległość nie jest imponująca jak na
współczesne szybownictwo, ale rejon w którym latamy przez
długie lata był niedostępny, bo nie można było przekraczać
swobodnie granic państw na szybowcach a z drugiej strony obie
trasy były po trójkącie co trudno wykonać na fali. Pasmo
wznoszeń zwykle układa się wzdłuż gór i umożliwia jedynie na
loty tam i z powrotem. W ten sposób w Karkonoszach wykonano
już przeloty ponad 1000km.
Dawno temu, gdy Szkoła Szybowcowa Żar rozwijała się bardzo
intensywnie planowano takie wyczyny również na tym lotnisku. Na
słabszych szybowcach było to trudne do wykonania, ale myślało
się nawet o przelocie na fali w Bieszczady, o nocowaniu w tamtym
rejonie na bezpiecznym żaglu, przy zboczu góry, a następnie o
powrocie daleko na zachód w Karkonosze. Ale potem na długie
lata o nich zapomniano. W tej chwili większość lotów falowych
ogranicza się do zdobywania wysokości w okolicy lotniska a na
przeloty na fali lata się rzadko i raczej w innych miejscach.
Nadal wyzwaniem pozostaje przelot który połączył by dwa
ośrodki falowe, na Żarze i w Jeleniej Górze. Jest to trudne do
wykonania, ze względu na przestrzeń kontrolowaną zarezerwowaną
dla samolotów liniowych latających do Katowic i Ostrawy ale ze
względów czysto lotniczych na współczesnych szybowcach do
wykonania.
Jak to bywa po halnym w tej chwili pada deszcz, ale mam nadzieję,
że na dwa dni znowu kolejny niż i silny wiatr uniesie "patyki"
wysoko nad chmury.
Sebastian Kawa